Przed rozpoczęciem swojego dziewiczego wpisu na tym blogu w miarę treściwie napiszę o sobie . Zanim wyruszyłem do Stanów mieszkałem i wychowywałem się jako dzieciak w małej miejscowości na Wołyniu. Przez dłuższy czas ojciec był osoba bezrobotną. Po prawdzie stanowił kolejną osobę która znacząco ucierpiała na likwidacji PGR-ów . Przed tym zdarzeniem w miarę dobrze powodziło się moim rodzinie. Zapanowała przez jakiś czas bieda i ogólna beznadzieja. W końcu kuzyn od strony mamy zaproponował ojcu pracę za granicą na budowie argumentując to przyzwoitym zarobkiem. Z początku miał wątpliwości co do pomysłu, lecz końcowo zgodził się na ten pomysł . Wyruszył więc do Stanów do pracy. Po upływie dwóch bądź trzech miesięcy zaczął przysyłać jakieś pieniądze. Poprawił w pewnym stopniu nasz byt. W szkole uczyłem się dobrze. Uczęszczałam na różnego typu zajęcia dodatkowe. Bardzo podobał mi się język angielski. Ukończyłem gimnazjum oraz zacząłem technikum. Musiałem do niego dojeżdżać, ponieważ w mojej miejscowości nie było niczego prócz podstawówki. Podkreślę, że perspektywy na lepszy byt w tej wiosce były wręcz marne . Można by powiedzieć, że ojcu udało się po kilku latach pobytu tam dobrze ustawić. Po upływie 6 lat ściągnął nas do Chicago, gdzie przez kilka najbliższych lat mieszkałem. To było akurat wtedy, kiedy ukończyłem technikum i zdałem maturę. (więcej…)